środa, 26 października 2016

Słodko-gorzka lista przebojów bibliotekarki…




…czyli trochę romantycznych, melancholijnych piosenek na jesienne wieczory, raczej nie związanych z literaturą. Dziś do poduszki muzyka zamiast książki.


Limboski – Park Song
Tom Waits – Lonely
Hope Sandoval & The Warm Inventions - Let Me Get There ft. Kurt Vile
Cigarettes After Sex - Nothing's Gonna Hurt You Baby
Damian Rice - Colour me in
Bat For Lashes - Joe’s Dream
Pablopavo i Ludziki - Dancingowa Piosenka Miłosna
Ella Fitzgerald & Louis Armstrong - April in Paris
EL VY - Paul Is Alive
Kurt Vile - Baby's Arms
Radiohead - Videotape - Live From The Basement
Warpaint - Billie Holiday (Rough Trade Sessions)
Billie Holiday - I've Got My Love To Keep Me Warm

 

 

Krysia

 

 

 


piątek, 12 sierpnia 2016

Bo jak nie my, to kto?

             To oczywiście słowa piosenki zespołu Mrozu/Tomson. To też z pewnością może być tytuł kolejnego wpisu na bloga, który właśnie czynię.  ;)

AGNIESZKA, KRYSIA I NATALIA - TRZY SZALONE BIBLIOTEKARKI...


 
[Na zdj. od lewej Agnieszka i Krysia. Wakacje 2016, organizowane przez GOK i GBP w Lipnie]


           




          





                               



             
[Na zdj. Natalia. Wakacje 2016, organizowane przez GOK i GBP w Lipnie]



















               Każda z nas zaczęła pracę w bibliotece w innym czasie. Jestem, (niestety) wiekowo i stażem… najstarsza. (Czasem nawet chyba za bardzo „matkuję” – wybaczcie, dziewczyny!) Każda z nas jest z innej bajki. Każda na swój sposób inna, choć jedna do drugiej podobna. Spotykamy się często, by omawiać przeróżne pomysły, projekty… Dzielimy się cennymi uwagami, doświadczeniami. Ustalamy co, jak, z czym, by każda impreza biblioteczna, każde spotkanie i każde wydarzenie miało „ręce i nogi”.
Jeżeli któraś z nas nie jest do jakiegoś projektu przekonana, zaraz o tym dyskutujemy. Szukamy plusów i minusów, słabych i mocnych stron. Oczywiście, zdarza się i tak, że przy okazji spotkania dotyczącego pracy (niekoniecznie w bibliotece), schodzimy na całkiem inne tematy. Dzięki temu, nawet z niepozornego dialogu,  może powstać coś spontanicznego, kolejny pomysł na nasze biblioteczne akcje.

 
[Na zdj. od lewej Natalia i Krysia - Stoisko biblioteczne podczas Wielkanocy w Tradycji, 2014r.]

            Wszystkie mamy jakieś pasje, marzenia i plany. Nie da się jednak ukryć, że wszystkie największą pasję mamy do PRACY :) Jesteśmy od niej uzależnione i nie tak łatwo z tego nałogu się wydostać. Jesteśmy dla siebie wsparciem w chwilach zwątpienia, cieszymy się nawet z najmniejszego sukcesu, tworzymy „całość”. Nie udajemy przyjaźni, nie gramy. Jesteśmy tu i teraz! Pracujemy i przyjaźnimy się.


 
[Na zdj. od lewej Natalia i Agnieszka. Wakacje 2016, organizowane przez GOK i GBP w Lipnie]

[Na zdj. Krysia, podczas malowania muralu w GBP w Lipnie]




















            














                Dlaczego tak dobrze się rozumiemy? Przede wszystkim w pracy (i nawet w codziennych stosunkach międzyludzkich), potrzebna jest dobra komunikacja. Komunikacja odgrywa ważną rolę, by stworzyć pozytywne relacje między ludźmi, a to jak się komunikujemy, odzwierciedla równocześnie to, jak widzą i postrzegają nas inni.
Wszystko, co robimy, staramy się robić z zaangażowaniem, a nawet jak coś nie wyjdzie za pierwszym razem, za drugim na pewno się uda!




[Na zdj. Agnieszka, podczas nagrywania filmiku do Narodowego Czytania Lalki. Akcja "Nakręć się na czytanie", 2015 r.]


                  Chcemy tworzyć nowe formy spotkań kulturalnych, chcemy wyjść naprzeciw oczekiwaniom użytkowników, naprzeciw nowoczesności. Chcemy pokazać, że biblioteka odgrywa bardzo ważną rolę w życiu, że nie ma w niej barier i każdy może do niej wpaść, jak do dobrego znajomego.


I jeszcze na koniec, dopiszę, że bardzo lubimy wyzwania! Staramy się z bardzo trudnego na pozór „zadania”, zrobić całkiem fajną rzecz. Dlaczego my? Dlaczego chcemy? Bo jak nie my, to kto?….



[Na zdj. Krysia i Natalia. Wspólne wyjście z okazji Dnia Bibliotekarza :) Zdjęcie robi Agnieszka ]


ps. Dziewczyny, dziękuję za to, że praca z wami, to sama przyjemność! 



Agnieszka

czwartek, 11 sierpnia 2016

Znalezione między regałami

Jest taki typ czytelników, którzy potrafią spędzić nawet godzinę przeszukując regały. Pytam, czy im w czymś pomóc – odpowiadają, że nie. Nic więcej nie mówią. Nie podają tytułów, autorów. O nic nie pytają. Po pewnym czasie łatwo ich już rozpoznać. Są zdeterminowani, ale cierpliwi. Szukają, aż znajdą tę jedną, jedyną, której… prawdopodobnie wcale nie szukali, to ona na nich czekała. Przynoszą na biurko, a ja patrzę na okładkę i doznaję szoku: o rany zawsze chciałam to przeczytać?!?! W tym momencie przez chwilę ze sobą walczę, ale nie ma innej możliwości… trzeba wypożyczyć ;) Pan Janek należy do tego typu czytelników. Jest naszym wyszukiwaczem, szperaczem, detektywem. Książki które wyszukuje, wygrzebuje, odkrywa, czytają później inny czytelnicy – szczęśliwi, że ktoś odłożył taką książkę na wózek zwrotów. Pan Janek nie zdaje sobie nawet sprawy, ile osób znalazło swoją książkę dzięki niemu. Pan Janek przeczesuje regały z historią i literaturą piękną, lubi starszych autorów, polskich i rosyjskich. Szuka książek zapomnianych. Pani Ewa lubi powtarzać: „Natalka tutaj są takie książki, których czasami nie można znaleźć w dużych bibliotekach, a u nas są”. I ma rację, są. Pan Janek też o tym wie, dlatego cierpliwie przeszukuje regały.

P.S. Skoro już mowa o książkach „znalezionych” między regałami, wypadałoby pokazać jakiś dowód. Oto najnowsze „znaleziska”:

Pianola – pierwsza powieść Kurta Vonneguta, utrzymana w stylistyce science fiction. Przedstawia wizję świata opanowanego przez maszyny, które decydują o życiu ludzi. Główny bohater zaczyna wątpić w idealny, zmechanizowany system. Ciekawa, ironiczna powieść. Powstała w 1952 roku, wtedy właśnie zaczyna rodzić się era komputerów w Stanach Zjednoczonych. Vonnegut podchodzi do sprawy dość stronniczo. Maszyny nie tylko zastępują ludzi, ale odbierają im możliwość podejmowania decyzji. Choć nie jest to takie arcydzieło jak „Rzeźnia numer 5”, trudno przejść obok tej książki obojętnie.

Ray Bradbury, 451° Fahrenheita. Strażacy już nie gaszą pożarów. Do ich zadań należy palenie książek. Stąd tytuł 451 stopni Fahrenheita, bo właśnie w tej temperaturze zaczyna palić się papier. Władzy zależy na tym, żeby w pełni podporządkować sobie społeczeństwo. Ludzie spędzają całe dnie wpatrzeni w telewizyjne ekrany. Władza oczywiście decyduje o przekazywanych informacjach. Książki z racji tego, że pobudzają do samodzielnego myślenia, stają się wrogiem numer 1. Strażak Guy Montag podobnie jak bohater Pianoli uświadamia sobie absurd systemu, co staje się punktem zwrotnym. 451° Fahrenheita – wizja zagłady umysłów, ciekawa misja ratunkowa, powieść absolutnie uniwersalna, genialna, polecam. Na podstawie książki powstał również film o tym samym tytule, ale o tym innym razem.

P.S. 2.
Starałam się w miarę obiektywnie zaprezentować powyższe „znaleziska”, ale obawiam się, że plan zawiódł. Prawdopodobnie dlatego, że jestem fanką science fiction tak w literaturze, jak i w filmie. Wiele osób sądzi, że ten gatunek przedstawia odrealnione wizje rzeczywistości. Nic bardziej mylnego, fikcja jest często tylko pryzmatem, przykrywką, żeby pokazać tysiące bardzo ludzkich, aktualnych problemów. Czy pisarze science fiction są wizjonerami? Wydaje mi się, że są po prostu dobrymi obserwatorami  ludzkiej natury, dlatego….
Ech… to nie miał być wpis o science fiction….

Natalia

wtorek, 26 lipca 2016

Z książką w plecaku


   Moja miłość do literatury górskiej zaczęła się gdy przypadkowo trafiłam na książki Jona Krakauera. Tak się złożyło, że pierwsza wcale nie była o górach, a to od niej wszystko się zaczęło. Była to książka Into the Wild, literatura faktu i ciekawa choć smutna historia. Into the Wild opowiada o Chrisie McCandlessie, który szukał swoich ideałów na łonie natury, z dala od cywilizacji. Udał się na Alaskę lecz zderzenie z dziką naturą okazało się dla niego zgubne. Film, który powstał na podstawie książki w reżyserii Seana Penna jest także wart polecenia. Piękne zdjęcia oraz świetna ścieżka dźwiękowa w wykonaniu Eddiego Veddera tworzą cudowne tło tej historii. 


 


Wraz z In to the Wild pożyczyłam od znajomych także inną książkę Krakauera, za którą zabrałam się natychmiast po przeczytaniu pierwszej. Ta książka była o górach a właściwie o jednej górze, nosiła tytuł Into thin air (Wszystko za Everest). Sam Krakauer poza tym że jest pisarzem, dziennikarzem to jest też alpinistą. Pisze tak by podtrzymać napięcie, ze szczyptą sensacji, być może dlatego tak wciągająca jest lektura. Potem zaczęłam sięgać po inne tego typu książki: K2. Triumf i tragedia (Jim Curran), Wspinaczka (Anatolij Burkiejew), Mieszane uczucia (Greg Child), Długi film o miłości (Jacek Hugo Bader), Seria: Polskie Himalaje (Wydanie gazety wyborczej). Zarywałam noce by czytać o serakach, szczelinach na lodowcu, atakach szczytowych, poręczówkach, lawinach…
I w końcu Dotknięcie pustki – książka, która dotąd wywarła na mnie największe wrażenie. Joe Simpson w Dotknięciu pustki opowiada swoją wyprawę w peruwiańskie Andy, na którą wybrał się wraz z przyjacielem by wejść na dotąd niezdobytą Siula Grande. Jest to niesamowita historia o odwadze, przyjaźni, miłości do gór i niebywałej woli przetrwania. Pamiętam że czytałam ją latem w 30 stopniowych upałach o których udawało mi się całkowicie zapominać myślami będąc w świecie lodowych ścian, i nawisów śnieżnych. Z początku książka wymaga by wysilić wyobraźnię, szczególnie gdy pojawiają się fachowe terminy i trudno zobrazować sobie krajobraz surowych szczytów Andów pokrytych śniegiem, który tworzy różne formy i konstrukcje – to kominy, to nawisy, to żleby, garby, rynny itp. Ale gdy już trochę pogimnastykujemy wyobraźnię to właściwie czujemy jakbyśmy tam byli, wraz z bohaterami zdobywamy górę, która stawia coraz większe wyzwania, zaskakuje, przeraża. Po jej zdobyciu, gdy już wydawało się że największe trudności zostały przez wspinaczy pokonane, że teraz to już bułka z masłem, że właściwie pozostaje prosta droga w dół, jedno zachwianie i Joe łamie nogę. No dobra, od złamanej nogi się nie umiera… chyba że jest się na wysokości kilku tysięcy metrów w pionowej ścianie pokrytej lodem i kruchym śniegiem… Nie ma windy, nie ma schodów, ani kolejki linowej, jest za to dotknięcie pustki. Czytając odczuwa się emocje opisywane przez bohaterów wydarzenia. Niewiarygodne stają się ich zmagania z bezlitosną naturą. Opis samotności i strachu w krajobrazie niemal księżycowym, tak dalekim od ciepłego domu, przyprawia o dreszcz.



Alpiniści to bardzo specyficzne środowisko - indywidualiści, trochę szaleńcy, niektórzy nazywają ich samobójcami (!) Okazuje się, że to także często świetni pisarze. Polecam literaturę górską nie tylko tym zakochanym w górach, ale też każdemu kto lubi dreszczyk emocji, thriller bez zarzynania się siekierą za to z pięknymi widokami zapierającymi dech w piersi, z walką ale z własnymi słabościami. Polecam też ją tym, którzy lubią niewiarygodne lecz prawdziwe historie, troszkę adrenaliny i ryzyka, bez wychodzenia z domu. A może właśnie kogoś zachęci do tego by z domu wyjść, poza wieś, poza miasto, gdzieś tam…

Krysia

wtorek, 3 listopada 2015

Dlaczego bibliotekarze nie czytają książek... w bibliotece?



W powszechnym wyobrażeniu bibliotekarz cały dzień spędza na czytaniu i wypożyczaniu książek czytelnikom. Czasami chciałabym być czytelnikiem, zamiast bibliotekarzem. Ale tylko czytelnikiem, 24 godziny na dobę. Szczególnie, gdy po sprawdzeniu propozycji czytelników, przeczytaniu recenzji i zamówieniu książek, a potem ich  opracowaniu i oprawieniu, przychodzi ten moment, gdy chcesz je wszystkie przeczytać, ale nie masz na to czasu i w dodatku musisz je oddać... czytelnikom. Wtedy przychodzi taka myśl, żeby zamknąć się na cały weekend w bibliotece (śmiertelnie narażając się rodzinie swoją nieobecnością), przygotować sobie zapas kawy, najlepiej w kroplówce, i czytać ile się da, do oporu, aż powieki spuchną do tego stopnia, że nie da się już ich otworzyć. No cóż, pomarzyć zawsze można, ale pora wrócić do rzeczywistości.  





Ostatnio uświadomiłam sobie, że wyjaśniam znajomym na czym polega moja praca. Bardzo chciałabym, żeby ktoś słysząc „pracuję w bibliotece”, usłyszał „pracuję nad różnymi ciekawymi projektami, inspirację czerpię z książek, z codzienności, z filmów, z przyrody, popkultury, promuję w ten sposób czytanie, współorganizuję spotkania, akcje, projektuję plakaty, w jednej chwili jestem trochę księgową od statystyk, potem animatorem, za chwilę redaguję tekst, piszę scenariusz lekcji bibliotecznej, dopracowuję jeszcze dwa kolejne projekty, szukam książek dla czytelników, itd”. Jestem takim bibliotekarzem, którego możesz spotkać w swojej bibliotece: wiejskiej, miejskiej, narodowej, w Lipnie, w Wenecji czy Toronto. W naszym zespole kochamy to, co robimy, jesteśmy tutaj dla Ciebie czytelniku i czytamy oczywiście książki..., ale w domu :)

Natalia


środa, 28 października 2015

Wartości nowości


Są takie chwile w życiu bibliotekarza…kiedy w ciężkim kartonie wtargane zostają do biblioteki nowe książki. Choć zawsze wiąże się to z dodatkową pracą, godzinami spędzonymi z nosem w rejestrze, z nosem w katalogu, z nosem w każdej nowej książce… żeby te tomiska zaksięgować, opracować, owinąć, wyprasować, zanim trafią w ręce czytelników, to zawsze z uśmiechem witamy kuriera przynoszącego nam karton z nowościami i cieszymy się jakby to był gwiazdkowy prezent. Tak się składa, że jak na bibliotekarki przystało, mamy fioła na punkcie książek, każda w trochę inny sposób. Natalia uwielbia zapach nowego druku, Agnieszka ceni sobie najbardziej wszystkie retro wydania, i nie obojętna jest jej faktura papieru, ja natomiast kładę nacisk na kolor okładki i graficzne kompozycje – oczywiście jeśli chodzi o stronę estetyczną, bo jeśli mowa o treści – to również  nasze upodobania co do książek się różnią. Łączy nas jedno: w książkach widzimy nie tylko papier, litery i historię zamkniętą w środku… książka to dla nas podróż i inspiracja. I tak to jest, że mając przed sobą kilka stosów nowych książek, najpierw oglądamy je z zaciekawieniem równym temu które mają małe dzieci oglądając obce, tajemnicze dla nich przedmioty i zachwycamy się wszystkim, począwszy od formy kończąc na treści... i tak niby zwykłe książki, kupa papieru, nic wielkiego (za cenę tych książek można spokojnie sobie kupić cztery kiecki, dwie pary szpilek, pójść do fryzjera, kosmetyczki, na masaż, do kina i jeszcze zostanie na piwo). Tylko że wartość tego co jest w tych książkach znacznie przewyższa cenę jaką za nie się zapłaciło i nagle się okazuje, że tam, po otwarciu jednej, drugiej, trzeciej książki w środku jest cały świat, a nawet więcej! Tysiące przygód, mądrości, wiedzy, śmiechu, łez… Bardzo cieszy nas zawsze widok nowych książek, bo to zwiastuje nowe przeżycia, nowe doświadczenia, nowe pomysły i cieszy nas też to, że możemy się nimi z wami dzielić. Nie ma nic lepszego w pracy bibliotekarza niż widok zachwytu i fali radości na twarzy czytelnika, który trzyma w ręku upragnioną, podaną przez nas książkę i mówi że to jest to czego szukał, na co czekał, że cudownie że to jest, że już nie może się doczekać kiedy będzie czytać… Cieszą nas te wszystkie rozmowy, których początkiem jest książka, cieszy nas pasja z jaką czytelnicy opowiadają nam swoje ulubione lektury, dzięki temu wiemy, że ludzie wciąż kochają książki, co jest pociechą w tym coraz bardziej skomputeryzowanym świecie krótkich komunikatów, pośpiesznych transakcji i ciągłej sprzedaży wszystkiego. I może nie całkiem zdehumanizowany jest ten współczesny homo sapiens, skoro może przez godziny być pochłonięty lekturą,  to może też  zdolny wciąż jest do tego by jeden z drugim pomilczeć, popatrzeć w oczy, porozmawiać niespiesznie,  pomarzyć… Z marzeń powstają na lodzie pałace, a wszystko, często zaczyna się od książki…


"Książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę, mówiła Patricia. Dzięki nim uczysz się, mądrzejesz, podróżujesz, marzysz, wyobrażasz sobie, przeżywasz losy innych, swoje życie mnożysz razy tysiąc. Ciekawe, czy ktoś da ci więcej za tak niewiele. Pomagają też odpędzić różne złe rzeczy – samotność, upiory i tym podobne … Czasem się zastanawiam, jak możecie znieść to wszystko wy, które nie czytacie."
                                       Arturo Pérez-Reverte  "Królowa Południa"


Krysia


poniedziałek, 19 października 2015

Jesienna pociecha



Jesień całkiem się rozszalała. Granatowe chmury, zimne wieczory, jeszcze zimniejsze poranki, szron na szybach, wiatr w kominie, zmarznięte dłonie i tylko jedna rękawiczka, bo jak się gubi to zawsze tylko jedna…(!) Wszystko tak jakby wolniej i tak jakby smutniej, po urlopie zostały tylko wspomnienia, które powoli przykrywa jesienna mgła. Jesień ma swój specyficzny, melancholijny urok za co lubię ją bardzo, lecz brak słońca na dłużej daje się we znaki. Jednak, jeśli tylko odrobinę się postarać by nie poddać się zanadto ponurym nastrojom, to taka jesienna deprecha zamieni się w jesienną pociechę. Mam na to kilka sprawdzonych sposobów. Przede wszystkim, na przekór chłodom i wiatrom warto wyjść z domu i biegać, tańczyć, spacerować czy jeździć na rowerze. Produkcja endorfin i poprawa krążenia gwarantowana. Ruch to zdrowie, stara prawda. A jeśli widok za oknem odbiera nam chęci do tego by się trochę rozruszać, to za motywację może posłużyć kilka porywających utworów z mojej prywatnej kolekcji. Dla wszystkich, co tak jak ja, zawsze mają zimne ręce i nienawidzą wstawać rano. Parę dźwięków z przytupem do waszej ulubionej fizycznej aktywności:


Hercules and love affair - Blind

Editors - Papillon
Littre Dragon - Paris
Kings of  Leon - Velvet snow
Charlie Winston - Lately
Built To Spill – ‘Goin’ Against Your Mind.
Alexis Jordan - Happiness
Animal Collective - Brother Sport
OutKast – Hey Ya!
The Killers - All These Things That I've Done
The Strokes - Reptilia
Stereophonics – Dakota
Vampire Weekend – Campus
Awolnation – Burn It Down




Krysia