piątek, 20 stycznia 2017

Bibliotekarki – smakoszki

Od kilku już lat biblioteki na całym świecie są w fazie renesansu, stają się miejscami uniwersalnymi, ośrodkami wiedzy i kultury, centrami życia społecznego. Działalność bibliotek i bibliotekarzy przybiera nowe formy, odbiega od przyjętych dawniej standardów i wychodzi poza ramy tradycyjnego gromadzenia i udostępniania zbiorów. Przyglądając się temu jak funkcjonują teraz biblioteki, nie sposób nie zauważyć jakim potencjałem dysponują. Oferują nie tylko książki, oferują wiele możliwości.
Przy okazji różnych wydarzeń, warsztatów czy szkoleń, gdy spotykam innych bibliotekarzy, często z radością stwierdzam, że to ludzie kreatywni, aktywni  i na przekór stereotypom – pełni energii, gotowi do działania! Miło jest spotykać takich inspirujących kolegów po fachu. I dziś chciałabym napisać o bibliotekarkach z Kościana, które w sposób bardzo ciekawy postanowiły promować literaturę. Stworzyły kanał na YouTube, gdzie zamieszczają filmy kulinarne, a potrawy które polecają i same przygotowują są ściśle związane z literaturą lub wręcz pochodzą z kart powieści.


Polecamy Bibliotekę Kościan i polecamy Literackie przysmaki!





Kr.

niedziela, 18 grudnia 2016

Opowieść wigilijna...



Są takie książki i takie piosenki które sprawdzają się najlepiej wtedy, kiedy za oknem pada śnieg. A skoro właśnie nastała ta zimowa pora i święta tuż za progiem to choć na razie ani śladu śniegu, warto w zasięgu ręki mieć kilka ciekawych książek na długie wieczory i muzyczny niezbędnik, dzięki któremu nawet najbrzydszy widok za oknem zamieni się w magiczną scenerię wprost z baśni. 
 Zacznę od absolutnej klasyki gatunku czyli Opowieść wigilijna Dickensa. Historia, którą pewnie każdy dobrze zna, ale jest to jedna z tych, którą zawsze warto przypominać. Treść bowiem choć pochodzi z XIX wieku przesłanie ma wciąż bardzo aktualne choćby w tym cytacie: „Scrooge sądził też, że lepiej, aby kalectwo ujawniało się w postaci zmarszczek dokoła oczu, wywołanych ciągłym uśmiechaniem się do bliźnich, niż w innej mniej przyjemnej postaci.” Na pewno niewielu się ze mną zgodzi, ale uważam że zmarszczki wywołane uśmiechem to najpiękniejsza ozdoba twarzy. Kolejna pozycja to Harry Potter. Czytają go mali i duzi, przeczytałam i ja. Cykl książek o małym czarodzieju zdobył wielką sławę na całym świecie, co wcale nie dziwi biorąc pod uwagę potęgę fantazji autorki J.K. Rowling, która z niesłychaną precyzją stworzyła świat magii, gdzie znaleźć można coś z bajki, kryminału i komedii – kto jeszcze nie przeczytał, to teraz jest doskonały moment by zacząć. Książką, która  także przenosi w zupełnie inny świat jest Imperium Ryszarda Kapuścińskiego. Tym razem udajemy się w podróż na Wschód. Choć to reportaż, ma się przy czytaniu czasem wrażenie że to coś z gatunku fantazy. Imperium opowiada o podróży autora do różnych części Związku Radzieckiego w czasie jego upadku. Szczególnie zapamiętałam zupełnie baśniowy fragment kiedy Kapuściński spotyka w Jakucku dziewczynkę, Tanię, a ona opowiada mu o wielkim mrozie: „Wielki mróz, tłumaczy mi, poznaje się po tym, że w powietrzu wisi jasna, świecąca mgła. Kiedy człowiek idzie, w tej mgle robi się korytarz. Korytarz ma kształt sylwetki przechodzącej osoby. Człowiek przechodzi ale korytarz zostaje, tkwi w mgle nieruchomo. Wielkie chłopisko robi wielki korytarz, a małe dziecko – mały korytarzyk. (…) Idąc rano według tych korytarzy Tania orientuje się czy jej koleżanki poszły już do szkoły – wszystkie wiedzą jak wyglądają korytarze ich najbliższych sąsiadek i przyjaciółek."

A skoro o baśni mowa, to warto pamiętać o Andersenie i Królowej Śniegu czy Dziewczynce z zapałkami.  Nie przypadkiem pisarze z krain północnych zajmują sporo miejsca na mojej świątecznej liście lektur, bo kto lepiej od nich zna zimę. Idealną lekturą w zimie wydaje się być A lasy wiecznie śpiewają Trygve Gulbranssena. Dziewiętnastowieczna powieść o rodzie Bjorndal z dalekiej północy Norwegii. Powieść ta dłuży się momentami ale opis tajemniczych, mroźnych lasów Norwegii doskonale wprowadza w nastrój zimowy, podobnie jak realizm magiczny w poetyckiej opowieści Sjona Skugga Baldur. Opowieść islandzka. Jest to cienka książka, dosłownie na jeden wieczór, ale przenosi w czasie i przestrzeni, za sprawą nieco archaicznego lecz pięknego języka i krajobrazów bajkowej Islandii.





 
Wśród zapachu korzennych przypraw i pomarańczy, gdy zimno na dworze, szybko rozgrzać można się przy klimatycznej muzyce. Mam kilka swoich ulubionych albumów właśnie na zimę. Kind of Blue, Miles Davis - płyta kultowa, ale słucham jej tylko zimą, jak i Christmas Songs Diany Krall, album pełen smacznych, jazzowych wersji znanych, amerykańskich, świątecznych przebojów. 50 Words for Snow, Kate Bush - cudowny melancholijny album, w którym dosłownie słychać zimę. To jest zupełnie inna Kate Bush niż ta znana z Babooshki czy Wuthering heights, warto sięgnąć po ostatnie dzieła Kate, kunszt muzyczny słychać już od pierwszych dźwięków, subtelnych, minimalistycznych i poruszających. If on a Winter’s Night, Stinga – Englishman w swoim żywiole, zrewitalizował stare angielskie pieśni i pastorałki, z retro instrumentami, w akustycznym wydaniu bardzo ładnie brzmią w zimowej scenerii. Vespertine, Bjork – według mnie najpiękniejszy album Islandki, która sama napisała o nim że jest wieczorynką, albumem zimowym i domowym – idealny na długie wieczory do wylegiwania się na kanapie. Utwór Frosti sprawia że oczyma wyobraźni widzę jak na szybach tworzą się białe ornamenty malowane przez mróz. Na płycie słychać też dźwięk kroków na śniegu. Komponenty smyczkowe nadają całości ogromnego rozmachu, które z domowego zacisza zabierają nas gdzieś na lodowce. Na samym szczycie zimowej listy przebojów są oczywiście polskie, piękne kolędy, które śpiewamy zawsze z mamą przy sprzątaniu i gotowaniu. 

 
Bjork -  Frosti, Aurora z albumu Vespertine. 

Wesołych Świąt
Krysia



środa, 26 października 2016

Słodko-gorzka lista przebojów bibliotekarki…




…czyli trochę romantycznych, melancholijnych piosenek na jesienne wieczory, raczej nie związanych z literaturą. Dziś do poduszki muzyka zamiast książki.


Limboski – Park Song
Tom Waits – Lonely
Hope Sandoval & The Warm Inventions - Let Me Get There ft. Kurt Vile
Cigarettes After Sex - Nothing's Gonna Hurt You Baby
Damian Rice - Colour me in
Bat For Lashes - Joe’s Dream
Pablopavo i Ludziki - Dancingowa Piosenka Miłosna
Ella Fitzgerald & Louis Armstrong - April in Paris
EL VY - Paul Is Alive
Kurt Vile - Baby's Arms
Radiohead - Videotape - Live From The Basement
Warpaint - Billie Holiday (Rough Trade Sessions)
Billie Holiday - I've Got My Love To Keep Me Warm

 

 

Krysia

 

 

 


piątek, 12 sierpnia 2016

Bo jak nie my, to kto?

             To oczywiście słowa piosenki zespołu Mrozu/Tomson. To też z pewnością może być tytuł kolejnego wpisu na bloga, który właśnie czynię.  ;)

AGNIESZKA, KRYSIA I NATALIA - TRZY SZALONE BIBLIOTEKARKI...


 
[Na zdj. od lewej Agnieszka i Krysia. Wakacje 2016, organizowane przez GOK i GBP w Lipnie]


           




          





                               



             
[Na zdj. Natalia. Wakacje 2016, organizowane przez GOK i GBP w Lipnie]



















               Każda z nas zaczęła pracę w bibliotece w innym czasie. Jestem, (niestety) wiekowo i stażem… najstarsza. (Czasem nawet chyba za bardzo „matkuję” – wybaczcie, dziewczyny!) Każda z nas jest z innej bajki. Każda na swój sposób inna, choć jedna do drugiej podobna. Spotykamy się często, by omawiać przeróżne pomysły, projekty… Dzielimy się cennymi uwagami, doświadczeniami. Ustalamy co, jak, z czym, by każda impreza biblioteczna, każde spotkanie i każde wydarzenie miało „ręce i nogi”.
Jeżeli któraś z nas nie jest do jakiegoś projektu przekonana, zaraz o tym dyskutujemy. Szukamy plusów i minusów, słabych i mocnych stron. Oczywiście, zdarza się i tak, że przy okazji spotkania dotyczącego pracy (niekoniecznie w bibliotece), schodzimy na całkiem inne tematy. Dzięki temu, nawet z niepozornego dialogu,  może powstać coś spontanicznego, kolejny pomysł na nasze biblioteczne akcje.

 
[Na zdj. od lewej Natalia i Krysia - Stoisko biblioteczne podczas Wielkanocy w Tradycji, 2014r.]

            Wszystkie mamy jakieś pasje, marzenia i plany. Nie da się jednak ukryć, że wszystkie największą pasję mamy do PRACY :) Jesteśmy od niej uzależnione i nie tak łatwo z tego nałogu się wydostać. Jesteśmy dla siebie wsparciem w chwilach zwątpienia, cieszymy się nawet z najmniejszego sukcesu, tworzymy „całość”. Nie udajemy przyjaźni, nie gramy. Jesteśmy tu i teraz! Pracujemy i przyjaźnimy się.


 
[Na zdj. od lewej Natalia i Agnieszka. Wakacje 2016, organizowane przez GOK i GBP w Lipnie]

[Na zdj. Krysia, podczas malowania muralu w GBP w Lipnie]




















            














                Dlaczego tak dobrze się rozumiemy? Przede wszystkim w pracy (i nawet w codziennych stosunkach międzyludzkich), potrzebna jest dobra komunikacja. Komunikacja odgrywa ważną rolę, by stworzyć pozytywne relacje między ludźmi, a to jak się komunikujemy, odzwierciedla równocześnie to, jak widzą i postrzegają nas inni.
Wszystko, co robimy, staramy się robić z zaangażowaniem, a nawet jak coś nie wyjdzie za pierwszym razem, za drugim na pewno się uda!




[Na zdj. Agnieszka, podczas nagrywania filmiku do Narodowego Czytania Lalki. Akcja "Nakręć się na czytanie", 2015 r.]


                  Chcemy tworzyć nowe formy spotkań kulturalnych, chcemy wyjść naprzeciw oczekiwaniom użytkowników, naprzeciw nowoczesności. Chcemy pokazać, że biblioteka odgrywa bardzo ważną rolę w życiu, że nie ma w niej barier i każdy może do niej wpaść, jak do dobrego znajomego.


I jeszcze na koniec, dopiszę, że bardzo lubimy wyzwania! Staramy się z bardzo trudnego na pozór „zadania”, zrobić całkiem fajną rzecz. Dlaczego my? Dlaczego chcemy? Bo jak nie my, to kto?….



[Na zdj. Krysia i Natalia. Wspólne wyjście z okazji Dnia Bibliotekarza :) Zdjęcie robi Agnieszka ]


ps. Dziewczyny, dziękuję za to, że praca z wami, to sama przyjemność! 



Agnieszka

czwartek, 11 sierpnia 2016

Znalezione między regałami

Jest taki typ czytelników, którzy potrafią spędzić nawet godzinę przeszukując regały. Pytam, czy im w czymś pomóc – odpowiadają, że nie. Nic więcej nie mówią. Nie podają tytułów, autorów. O nic nie pytają. Po pewnym czasie łatwo ich już rozpoznać. Są zdeterminowani, ale cierpliwi. Szukają, aż znajdą tę jedną, jedyną, której… prawdopodobnie wcale nie szukali, to ona na nich czekała. Przynoszą na biurko, a ja patrzę na okładkę i doznaję szoku: o rany zawsze chciałam to przeczytać?!?! W tym momencie przez chwilę ze sobą walczę, ale nie ma innej możliwości… trzeba wypożyczyć ;) Pan Janek należy do tego typu czytelników. Jest naszym wyszukiwaczem, szperaczem, detektywem. Książki które wyszukuje, wygrzebuje, odkrywa, czytają później inny czytelnicy – szczęśliwi, że ktoś odłożył taką książkę na wózek zwrotów. Pan Janek nie zdaje sobie nawet sprawy, ile osób znalazło swoją książkę dzięki niemu. Pan Janek przeczesuje regały z historią i literaturą piękną, lubi starszych autorów, polskich i rosyjskich. Szuka książek zapomnianych. Pani Ewa lubi powtarzać: „Natalka tutaj są takie książki, których czasami nie można znaleźć w dużych bibliotekach, a u nas są”. I ma rację, są. Pan Janek też o tym wie, dlatego cierpliwie przeszukuje regały.

P.S. Skoro już mowa o książkach „znalezionych” między regałami, wypadałoby pokazać jakiś dowód. Oto najnowsze „znaleziska”:

Pianola – pierwsza powieść Kurta Vonneguta, utrzymana w stylistyce science fiction. Przedstawia wizję świata opanowanego przez maszyny, które decydują o życiu ludzi. Główny bohater zaczyna wątpić w idealny, zmechanizowany system. Ciekawa, ironiczna powieść. Powstała w 1952 roku, wtedy właśnie zaczyna rodzić się era komputerów w Stanach Zjednoczonych. Vonnegut podchodzi do sprawy dość stronniczo. Maszyny nie tylko zastępują ludzi, ale odbierają im możliwość podejmowania decyzji. Choć nie jest to takie arcydzieło jak „Rzeźnia numer 5”, trudno przejść obok tej książki obojętnie.

Ray Bradbury, 451° Fahrenheita. Strażacy już nie gaszą pożarów. Do ich zadań należy palenie książek. Stąd tytuł 451 stopni Fahrenheita, bo właśnie w tej temperaturze zaczyna palić się papier. Władzy zależy na tym, żeby w pełni podporządkować sobie społeczeństwo. Ludzie spędzają całe dnie wpatrzeni w telewizyjne ekrany. Władza oczywiście decyduje o przekazywanych informacjach. Książki z racji tego, że pobudzają do samodzielnego myślenia, stają się wrogiem numer 1. Strażak Guy Montag podobnie jak bohater Pianoli uświadamia sobie absurd systemu, co staje się punktem zwrotnym. 451° Fahrenheita – wizja zagłady umysłów, ciekawa misja ratunkowa, powieść absolutnie uniwersalna, genialna, polecam. Na podstawie książki powstał również film o tym samym tytule, ale o tym innym razem.

P.S. 2.
Starałam się w miarę obiektywnie zaprezentować powyższe „znaleziska”, ale obawiam się, że plan zawiódł. Prawdopodobnie dlatego, że jestem fanką science fiction tak w literaturze, jak i w filmie. Wiele osób sądzi, że ten gatunek przedstawia odrealnione wizje rzeczywistości. Nic bardziej mylnego, fikcja jest często tylko pryzmatem, przykrywką, żeby pokazać tysiące bardzo ludzkich, aktualnych problemów. Czy pisarze science fiction są wizjonerami? Wydaje mi się, że są po prostu dobrymi obserwatorami  ludzkiej natury, dlatego….
Ech… to nie miał być wpis o science fiction….

Natalia

wtorek, 26 lipca 2016

Z książką w plecaku


   Moja miłość do literatury górskiej zaczęła się gdy przypadkowo trafiłam na książki Jona Krakauera. Tak się złożyło, że pierwsza wcale nie była o górach, a to od niej wszystko się zaczęło. Była to książka Into the Wild, literatura faktu i ciekawa choć smutna historia. Into the Wild opowiada o Chrisie McCandlessie, który szukał swoich ideałów na łonie natury, z dala od cywilizacji. Udał się na Alaskę lecz zderzenie z dziką naturą okazało się dla niego zgubne. Film, który powstał na podstawie książki w reżyserii Seana Penna jest także wart polecenia. Piękne zdjęcia oraz świetna ścieżka dźwiękowa w wykonaniu Eddiego Veddera tworzą cudowne tło tej historii. 


 


Wraz z In to the Wild pożyczyłam od znajomych także inną książkę Krakauera, za którą zabrałam się natychmiast po przeczytaniu pierwszej. Ta książka była o górach a właściwie o jednej górze, nosiła tytuł Into thin air (Wszystko za Everest). Sam Krakauer poza tym że jest pisarzem, dziennikarzem to jest też alpinistą. Pisze tak by podtrzymać napięcie, ze szczyptą sensacji, być może dlatego tak wciągająca jest lektura. Potem zaczęłam sięgać po inne tego typu książki: K2. Triumf i tragedia (Jim Curran), Wspinaczka (Anatolij Burkiejew), Mieszane uczucia (Greg Child), Długi film o miłości (Jacek Hugo Bader), Seria: Polskie Himalaje (Wydanie gazety wyborczej). Zarywałam noce by czytać o serakach, szczelinach na lodowcu, atakach szczytowych, poręczówkach, lawinach…
I w końcu Dotknięcie pustki – książka, która dotąd wywarła na mnie największe wrażenie. Joe Simpson w Dotknięciu pustki opowiada swoją wyprawę w peruwiańskie Andy, na którą wybrał się wraz z przyjacielem by wejść na dotąd niezdobytą Siula Grande. Jest to niesamowita historia o odwadze, przyjaźni, miłości do gór i niebywałej woli przetrwania. Pamiętam że czytałam ją latem w 30 stopniowych upałach o których udawało mi się całkowicie zapominać myślami będąc w świecie lodowych ścian, i nawisów śnieżnych. Z początku książka wymaga by wysilić wyobraźnię, szczególnie gdy pojawiają się fachowe terminy i trudno zobrazować sobie krajobraz surowych szczytów Andów pokrytych śniegiem, który tworzy różne formy i konstrukcje – to kominy, to nawisy, to żleby, garby, rynny itp. Ale gdy już trochę pogimnastykujemy wyobraźnię to właściwie czujemy jakbyśmy tam byli, wraz z bohaterami zdobywamy górę, która stawia coraz większe wyzwania, zaskakuje, przeraża. Po jej zdobyciu, gdy już wydawało się że największe trudności zostały przez wspinaczy pokonane, że teraz to już bułka z masłem, że właściwie pozostaje prosta droga w dół, jedno zachwianie i Joe łamie nogę. No dobra, od złamanej nogi się nie umiera… chyba że jest się na wysokości kilku tysięcy metrów w pionowej ścianie pokrytej lodem i kruchym śniegiem… Nie ma windy, nie ma schodów, ani kolejki linowej, jest za to dotknięcie pustki. Czytając odczuwa się emocje opisywane przez bohaterów wydarzenia. Niewiarygodne stają się ich zmagania z bezlitosną naturą. Opis samotności i strachu w krajobrazie niemal księżycowym, tak dalekim od ciepłego domu, przyprawia o dreszcz.



Alpiniści to bardzo specyficzne środowisko - indywidualiści, trochę szaleńcy, niektórzy nazywają ich samobójcami (!) Okazuje się, że to także często świetni pisarze. Polecam literaturę górską nie tylko tym zakochanym w górach, ale też każdemu kto lubi dreszczyk emocji, thriller bez zarzynania się siekierą za to z pięknymi widokami zapierającymi dech w piersi, z walką ale z własnymi słabościami. Polecam też ją tym, którzy lubią niewiarygodne lecz prawdziwe historie, troszkę adrenaliny i ryzyka, bez wychodzenia z domu. A może właśnie kogoś zachęci do tego by z domu wyjść, poza wieś, poza miasto, gdzieś tam…

Krysia

wtorek, 3 listopada 2015

Dlaczego bibliotekarze nie czytają książek... w bibliotece?



W powszechnym wyobrażeniu bibliotekarz cały dzień spędza na czytaniu i wypożyczaniu książek czytelnikom. Czasami chciałabym być czytelnikiem, zamiast bibliotekarzem. Ale tylko czytelnikiem, 24 godziny na dobę. Szczególnie, gdy po sprawdzeniu propozycji czytelników, przeczytaniu recenzji i zamówieniu książek, a potem ich  opracowaniu i oprawieniu, przychodzi ten moment, gdy chcesz je wszystkie przeczytać, ale nie masz na to czasu i w dodatku musisz je oddać... czytelnikom. Wtedy przychodzi taka myśl, żeby zamknąć się na cały weekend w bibliotece (śmiertelnie narażając się rodzinie swoją nieobecnością), przygotować sobie zapas kawy, najlepiej w kroplówce, i czytać ile się da, do oporu, aż powieki spuchną do tego stopnia, że nie da się już ich otworzyć. No cóż, pomarzyć zawsze można, ale pora wrócić do rzeczywistości.  





Ostatnio uświadomiłam sobie, że wyjaśniam znajomym na czym polega moja praca. Bardzo chciałabym, żeby ktoś słysząc „pracuję w bibliotece”, usłyszał „pracuję nad różnymi ciekawymi projektami, inspirację czerpię z książek, z codzienności, z filmów, z przyrody, popkultury, promuję w ten sposób czytanie, współorganizuję spotkania, akcje, projektuję plakaty, w jednej chwili jestem trochę księgową od statystyk, potem animatorem, za chwilę redaguję tekst, piszę scenariusz lekcji bibliotecznej, dopracowuję jeszcze dwa kolejne projekty, szukam książek dla czytelników, itd”. Jestem takim bibliotekarzem, którego możesz spotkać w swojej bibliotece: wiejskiej, miejskiej, narodowej, w Lipnie, w Wenecji czy Toronto. W naszym zespole kochamy to, co robimy, jesteśmy tutaj dla Ciebie czytelniku i czytamy oczywiście książki..., ale w domu :)

Natalia